FacebookTwitterGoogle+WykopShare

„Komitet Obywatelski ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego opublikował 25 lipca Obywatelski Kontrraport, który podważa zasadnicze tezy rządowego „Przeglądu systemu emerytalnego”. Ludwik Kotecki w DGP w tekście „O emeryturach rozmawiajmy bez uproszczeń”, zamiast odnieść się do naszych najważniejszych argumentów, próbuje na siłę pokazać wyższość waloryzacji ZUS nad stopami zwrotu w OFE. Ministerstwo do tego celu skonstruowało specjalną miarę (stopę zwrotu dla „emeryta”), której w oryginalnym „Przeglądzie” nie ma, a która ma pomóc uratować podważone przez nas porównanie. Na stronie internetowej KO BE można zapoznać się z naszą odpowiedzią na te wyliczenia.

By jednak nie zagubić się w meandrach cyfr, warto jeszcze raz przypomnieć najważniejszy fakt, na który Ministerstwo Finansów zamyka oczy. OFE zarobiły w latach 2000–2012 8,8 proc. rocznie. To więcej niż giełda warszawska, frankfurcka i nowojorska, nie mówiąc o lokatach bankowych czy funduszach stabilnego wzrostu. To także o 1,8 pkt proc. rocznie więcej, niż urósł w tym czasie polski PKB. Owszem, to wynik brutto. Nie uwzględnia jednorazowej opłaty od składek, ale ta rozkłada się na cały czterdziestoletni okres oszczędzania. Ponadto została już obniżona i nic nie stoi na przeszkodzie, by ją zlikwidować. Niestety rząd, zamiast skierować odpowiedni projekt ustawy do Sejmu, gromadzi dossier przeciwko OFE. Opłaty od składek są im potrzebne, by przekonać przyszłych emerytów, że OFE źle zarządzają ich pieniędzmi, zaś minister Rostowski zaopiekuje się nimi lepiej.

Minister Kotecki na wszelki wypadek, gdyby nie udało mu się udowodnić wyższości waloryzacji w ZUS nad stopami zwrotu w OFE, przekonuje, że: „w długiej perspektywie nie można osiągnąć wyższej rentowności na rynku kapitałowym niż wzrost PKB. Wiedzą to minister finansów i prezes banku centralnego, wie to wielu innych ekspertów i analityków”. Skoro wyraźna historyczna różnica między OFE a PKB przez wymienione autorytety uznawana jest za przypadkową, chcielibyśmy usłyszeć ich odpowiedź na następujący argument.(…)”

 

Polecamy cały artykuł Macieja Bitnera

FacebookTwitterGoogle+WykopShare