FacebookTwitterGoogle+WykopShare

 

„Skąd właściwie wynika sprzeciw wobec rządowej propozycji dobrowolności? Nim odpowiemy na to pytanie, warto bliżej przyjrzeć się przesłankom na rzecz dobrowolności przytaczanym przez rząd.

W tym miejscu pomijamy już oczywiście argumenty odnoszące się do redukcji długu publicznego. Uważamy je bowiem za całkowicie błędne – wiele miejsca poświęciliśmy im wcześniej. Za dobrowolnością (w swojej wersji) rząd argumentuje następująco:

Dobrowolne uczestnictwo istotnie zredukuje asymetrię informacji między ubezpieczonymi i PTE – pozostaną w OFE przede wszystkim osoby mające znacznie większą od przeciętnej wiedzę na temat rynków kapitałowych. To stworzyłoby silniejszą niż dotychczas presję na prowadzenie polityki inwestycyjnej OFE zgodnie z preferencjami ubezpieczonych. Umożliwiłoby też stopniową liberalizację zasad inwestowania przez OFE, a to z kolei zmniejszyłoby wymogi kapitałowe wobec OFE. OFE są uwolnione z duszącego je przeregulowania i stają się prawdziwymi funduszami inwestycyjnymi, naprawdę konkurującymi między sobą o klienta. Następuje de facto „uwolnienie OFE”.

Ponadto: jakość inwestycji OFE w polską realną gospodarkę stopniowo się poprawia, co wpływa korzystnie na tempo wzrostu gospodarczego. Zwiększenie konkurencji pomiędzy poszczególnymi OFE i poprawa jakości ich polityki inwestycyjnej powinny skutkować zwiększeniem końcowego kapitału ubezpieczonego, co wpłynie korzystnie na wysokość jego emerytury.

W powyższych twierdzeniach jest sporo racji. Jednak nie wynika z nich, że rozsądną propozycją jest oferowana przez rząd dobrowolność oznaczająca jednokierunkowy przepływ składek (tylko z OFE do ZUS) i nieodwracalność wyboru. Według pomysłów rządowych otrzymalibyśmy opcję obniżenia składki na OFE, która raz wykonana byłaby wiążąca na całe życie. Ten wariant nie maksymalizuje korzyści, które wiążą się z indywidualnym  wyborem, generując przy tym szereg istotnych kosztów. W rezultacie jednokierunkowa i nieodwracalna dobrowolność jest gorsza niż obowiązek uczestnictwa w OFE. Jakie są więc koszty takiej dobrowolności? (…)”

Polecamy cały artykuł Macieja Bitnera i Wojciecha Otto

FacebookTwitterGoogle+WykopShare